Menu
  O nas
  Rehabilitacja
  DPS
  Turnusy
  Wolontariat
  Duszpasterstwo
  Stowarzyszenie
  Historia
  Wydarzenia
  Sposorzy
  Ogłoszenia
  e-mail
Duszpasterstwo

"Ku wolności wyswobodził nas Chrystus"
autor: Mag

Sierpień już od wielu lat jest obchodzony jako miesiąc trzeźwości. Trzeźwość na ogół najbardziej kojarzy się z alkoholem i powstrzymywaniem się od jego picia, zwłaszcza od picia go w nadmiarze. I dobrze, że tak jest, że jeden miesiąc w roku, niemal we wszystkich środowiskach jest szczególnie poświęcony promowaniu trzeźwości. Jednakże, moim zdaniem, trzeźwość, to wolność nie tylko od alkoholu, ale także od wszelkiego rodzaju zgubnych dla człowieka uzależnień. A jest ich całe mnóstwo, poczynając od właśnie alkoholu, idąc poprzez m.in. narkotyki, papierosy, leki, kawę, TV, Internet, komputer, seks, własne nieuporządkowane uczucia, pragnienia, ambicje. Można też w sposób niszczący uzależnić się od drugiego człowieka, bądź od całej grupy ludzi.
Wobec tego, czyż ktoś zniewolony przez choćby jeden z wymienionych czynników, może powiedzieć o sobie "jestem wolny"? Nie. Bo np. jeśli ktoś codziennie wiele godzin spędza przy telewizorze lub komputerze, zaniedbując przy tym inne swoje prace czy obowiązki, mające na celu choćby swój rozwój duchowy, usprawiedliwiając się tym, że "to jego jedyna rozrywka", okłamuje siebie i innych. Tak naprawdę, taka osoba już prawie nie potrafi żyć bez tej "jedynej rozrywki", która bardzo często pozbawia ją trzeźwego patrzenia na rzeczywistość., Tworzy w jej umyśle iluzoryczne obrazy szczęścia i pomaga wchodzić we frustracje, zniechęcenie, apatie itp. Życie ludzkie, w oczach takiej osoby zwykle ogranicza się do tego, co materialne i zależne tylko od człowieka. I praktycznie, liczy się tylko doczesność. Więc gdzież tu miejsce dla zaufania Boga ojcowskiej opiece i miłości, dla prawdziwej, radosnej wolności dziecka Bożego? A przecież właśnie ku takiej wolności wyswobodził nas Chrystus. Podobnie, a niekiedy znacznie gorzej, rzecz się ma z pozostałymi wymienionymi i nie wymienionymi zniewoleniami. Jednak przyjrzyjmy się uważniej jeszcze dwom aspektom uzależnień, które nas ludzi chorych i niepełnosprawnych, chyba najbardziej dotyczą. Mianowicie, uzależnienie od leków i osób drugich. Nazywanie złymi tych uzależnień w naszym przypadku pozornie może wydawać się nielogiczne. Ale zapewniam, iż są to tylko pozory. Oczywiście, nie chodzi tu o konieczność stałego przyjmowania leków hamujących rozwój choroby lub podtrzymujących życie. O takim uzależnieniu nie można powiedzieć, że jest ono złe, nawet wtedy, gdy jest ono bardzo uciążliwe. Tak samo nie można nazwać złym uzależnienia danej osoby od drugiego człowieka w sytuacji, kiedy ta osoba z racji swego schorzenia, obiektywnie patrząc, nie jest w stanie prowadzić samodzielnego życia. Jednak...
Jeżeli ktoś przez długie miesiące czy lata, każdego wieczoru musi wziąć przed snem tabletkę nasenną, bo bez niej nie zaśnie; żeby zniwelować uczucie stresu, sięga po środek uspakajający lub pobudzający; połyka coś przeciwbólowego, choć w gruncie rzeczy ból jest niewielki i może samoczynnie minąć. Czy w takich sytuacjach nie nasuwa się myśl o złym uzależnieniu?... Zwykle takie osoby mają wiele "uzasadnionych" argumentów na obronę swojego zniewolenia. Za wszelką cenę chcą one ukryć przed ludźmi, lub nawet przed samymi sobą, tkwiące w nich przeróżne lęki. Tymczasem przyjmowane leki powoli, ale skutecznie niszczą organizm, uzależniając go od siebie. Wtedy zniewolony jest cały człowiek, jego ciało, psychika, a niekiedy także jego dusza. To zniewolenie w różny sposób oraz w różnym stopniu, dotyka również osób drugich. Jest to tzw. współuzależnienie.
A na czym polega wspomniane niszczące uzależnienie od drugiego człowieka, bądź od całej grupy ludzi? Ten problem wydaje mi się, mocno złożony, gdyż składa się na niego mnóstwo ludzkich aspektów, ale jednocześnie dość prosty w krótkim omówieniu go. Wiadomo, iż żaden człowiek nie jest samotną wyspą i potrzebuje stałego kontaktu z innymi ludźmi, choćby, a raczej przede wszystkim, po to, aby prawidłowo się rozwijać. Ponieważ wewnętrzny rozwój człowieka praktycznie trwa bez przerwy, bo wciąż czegoś nowego się uczymy, coś nowego odkrywamy, dlatego stale potrzebujemy kontaktu z ludźmi. I ten kontakt jest dopóty zdrowy, dopóki potrafimy wyobrazić sobie życie bez konkretnej osoby, czy osób. Dopóki potrafimy niezależnie od nich, w sposób wolny, podejmować samodzielne i odpowiedzialne decyzje. Jeżeli odkryjemy, że tak nie jest, naprawdę powinno zapalić się nam "czerwone światełko". Naturalnie. Piękne i, jak wspomniałam, potrzebne a wręcz konieczne są łączące ludzi więzy prawdziwej, głębokiej przyjaźni, miłości, czy też zwykłego koleżeństwa. I nie jest niczym złym, słuchanie, jak również udzielanie mądrych, dobrych, życzliwych rad i sugestii w relacji z bliską osobą, pod warunkiem jednak, że owe rady i sugestie mają na celu rzeczywiste dobro tej osoby, a nie są np. subtelną manipulacją. Uważam, iż osoba manipulująca lub manipulowana nie zawsze jest tego całkiem świadoma, niemniej zawsze w takiej sytuacji jest dążność do podporządkowania sobie kogoś, albo siebie komuś. Jeżeli w porę tego się nie zauważy i nie stawi odpowiedniego oporu, można mówić o uzależnieniu od drugiego człowieka i utracie wewnętrznej wolności. Wówczas w takiej osobie jest zniewalający lęk przed przyszłością bez danych ludzi (albo z danymi osobami), przed podejmowaniem samodzielnych decyzji. Jest w niej znaczne zachwianie ufności Bogu, Jego miłującej Opatrzności, gdyż ona bardziej ufa ludziom, niż Bogu. Poza tym, taka osoba ma w sobie całe mnóstwo nierzeczywistych kompleksów. Tym wszystkim dręczy siebie i innych.
Ktoś, kto przeczyta ten tekst, może poczuć się nieco zdegustowany, albo powiedzieć, że przesadzam. Naprawdę, nie przesadzam. Myślę, że wszystkie wymienione i nie wymienione przeze mnie w tekście zniewolenia mogą rzeczywiście dotykać zarówno ludzi sprawnych, jak i niepełnosprawnych. Wiedzą o tym ci, którzy w taki czy inny sposób tego doświadczyli.
Sądzę, iż niemal każde zgubne zniewolenie spowodowane jest niedoborem lub zupełnym brakiem mądrej miłości, najpierw rodziców, potem innych bliskich osób. Niekiedy takie zniewolenie swymi korzeniami sięga bardzo głęboko. Jednakże Chrystus Pan każdego z nas zawsze kocha bezwarunkowo, pełnią miłości i nigdy tak kochać nie przestanie. Zasługuje zatem, abyśmy w pełni Mu zaufali i Jemu bez reszty się oddali. Jeżeli to zrobimy, będziemy wolni Jego wolnością, radośni Jego radością, będziemy kochać Jego miłością. Bo Jezus nigdy niczego nie zachowuje tylko dla siebie, ale też do niczego nie zmusza.

O nas | Rehabilitacja | DPS | Turnusy | Wolontariat | Duszpasterstwo | Stowarzyszenie | Historia | Wydarzenia | Spartakiada | Ogłoszenia
Copyright © 2003 by Dom dla Niepełnosprawnych