| Duszpasterstwo |
 |
List do Przyjaciela autor: Marta Salamon
Mój Drogi Przyjacielu.
Siedzę u siebie w pokoju i myślę o Tobie, wspominając nasze wspólne chwile, gdy zawsze brałeś mnie na ramiona i kroczyłeś ze mną po złocistej plaży, gdzie słońce ogrzewało swoimi promieniami nasze twarze, a fale uderzały ochładzając spragnione z gorąca ciało.
Nie zapomnę tego, jak mi mówiłeś, że mnie bardzo kochasz i zawsze ze mną zostaniesz, do końca świata - te słowa są dla mnie nadzieją i radością, że nigdy mnie nie zostawisz, nawet w moich trudnych chwilach i rozpaczy.
Miłości moja, gdzie jesteś!? Czemu Cię nie ma? Czemu Cię widzę takiego poranionego, oplutego, zakrwawionego? Powiedz, kto Ci to zrobił? Dlaczego milczysz? Przecież byłeś tak silny i mocny! Mówiłeś, ze będziesz zawsze ze mną do końca, że mnie nigdy nie opuścisz, a ty umierasz. Leżysz na ziemi jak bezbronne małe dziecko, które matka porzuciła, bo go nie chciała i nie kochała.
Leżysz jak morderca, który czeka na sprawiedliwy wyrok, bo zabił kogoś. Leżysz tak bezwładnie jak człowiek ciężko chory, który prosi o szklankę wody, by ugasić pragnienie, ale sam nie może tego zrobić, bo jest przybity do swego łóżka.
Mój Ukochany, powiedz, dlaczego to robisz? Dlaczego bierzesz ten ciężki krzyż, pod którym ugina się Twoje poranione ciało, jak trawa uginająca się na wietrze, który swym ostrym podmuchem łamie ją i rani zadając jej ogromny ból, coraz to mocniej, mocniej, aż upadasz po raz kolejny. Twarzą w piach uderzasz tak mocno, że ciernie wbijają się tak głęboko, że z bólu tracisz przytomność. To już koniec, dlaczego tego nie przerwałeś? Przecież wystarczyło powiedzieć jedno słowo...
Błagam, powiedz, dlaczego to robisz? Czy za mnie? Za moje grzechy i liche życie? Nie jestem tego godna, abyś życie oddawał za mnie.
Ty milcząc podnosisz się i idziesz dalej, krew zalewa Ci oczy, ja do końca tego nie rozumiem. Idę za Tobą, prosząc o przebaczenie i połowę tego ciężaru krzyża.
Już koniec tej straszliwej drogi, przybijają Cię do krzyża, okrutny ból gwoździ przeszywa twoje pokaleczone Ciało. Słyszę jak mówisz niewyraźnie i cicho "Wykonało się!"
Patrzę na Ciebie, a łzy spływają mi po policzkach, mieszają się z twoją krwią, pytając ostatni raz, dlaczego to zrobiłeś? Co się wykonało? Ty popatrzyłeś na mnie z miłością i powiedziałeś:
"Uwolniłem Cię, moje dziecko, z kajdan niewoli, odkupiłem cię, abyś mogła wejść do wiecznego domu, gdzie czekam na ciebie! Masz tam miejsce, którego nikt ci nie zajmie i tylko to od ciebie będzie zależało czy...!"
Panie, nie zostawiaj mnie! Gdzie nasze marzenia, radości i plany? Nadzieja prysła jak mydlana bańka, zgasła jak płomyk palącej się świecy, jak krzyk dziecka, które umarło z głodu. Jak człowiek, który wołał o pomoc, bo tonął, lecz nikt go nie usłyszał, bo panowała znieczulica.
Oddałeś swe życie za nieprzyjaciół, aby otworzyć bramy raju. Miłości, jesteś tak wielka, że pojąć jej nie mogę. Nastała głęboka cisza
naprawdę umarłeś opuściłeś mnie, nie dotrzymałeś obietnicy, zostałeś pokonany jak żołnierz na bitwie. Zostały mi tylko słowa, które brzmią mi uszach "Jam zwyciężył świat i będę do końca świata z tobą." W tych słowach jest jakaś nadzieja, jakbyś mówił o zwycięstwie śmierci, a tymczasem leżysz bez iskierki życia... Bóg-człowiek pokonany. Ptaki umilkły, już nie śpiewają i ziemia zaczęła tonąć we łzach deszczu, który uderzając głośno o kamień woła "Przebacz, przebacz".
Nagle promyk słońca wygląda nad moją smutną twarzą, Ukochany czy to Ty?
"Tak to ja". O, Miłości moja, Ty przez swoje Zmartwychwstanie pokonałeś śmierć, aby dać mi Siebie na zawsze z Miłości.
Nauczycielu już wszystko rozumiem i nie pytam, dlaczego to zrobiłeś, pokazałeś mi drogę, którą mam kroczyć do Ciebie. Jest ona trudna i niełatwa, bo prowadzi przez ból i krzyż, ale kto wytrwa i dojdzie, otrzyma życie!
Ty to pokazałeś, bo sam przez nią przeszedłeś, bo nie ma innej drogi jak tylko ta przez KRZYŻ.
Dziękuję za to, że jesteś przy mnie.
Dziękuję za to, że cały czas idziesz ze mną i pomagasz mi nieść krzyż w codziennym moim życiu.
Dziękuje, że mi dajesz siebie całego karmiąc mnie swoim Ciałem i poisz swoją Krwią.
Dziękuje za słowa, które mówisz do mnie przez Ewangelie, są one kompasem, abym nie zbłądziła do Ciebie do Wieczności!
|