| Ojciec |
 |
Ojciec Wojciech Piwowarczyk 1902-1992
Urodził się 18 stycznia we wsi Kamienica w powiecie miechowskim w rodzinie zamożnego gospodarza. Ukończywszy naukę w szkołach w Gołczy i Miechowie wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Kielcach w 1923 r. a w 1927 r. przyjął święcenia kapłańskie z rąk bpa Augustyna Łosińskiego.
W latach 1932 -1938 studiował teologię moralną i psychologię w Uniwersytecie Warszawskim, i zwieńczył te studia obroną pracy doktorskiej pod tytułem "Charakter - jego istota".
W latach 1938 - 1958 był ojcem duchownym alumnów WSD w Kielcach, zaś w 1958 roku otrzymał jako pierwszy w Polsce nominację na ojca duchownego kapłanów. W latach siedemdziesiątych skupiał w swojej kaplicy przy ul. Czerwonego Krzyża w Kielcach różne grupy osób głuchoniemych, niewidomych i niepełnosprawnych ruchowo. Często z pomocą kleryków odwiedzał chorych w ich domach, spowiadał ich i odprawiał dla nich Msze Święte. W 1980 r. poprowadził z pomocą alumnów WSD i osób świeckich, w Szewnej koło Ostrowca Świętokrzyskiego, pierwsze rekolekcje dla ludzi niepełnosprawnych z diecezji kieleckiej.
W ten sposób rozpoczęło się to, co dzisiaj dzieje się w naszym Domu dla Niepełnosprawnych w Piekoszowie - oto nasze korzenie.
Galeria »
Pamięć o Ojcu Wojciechu
27 lipca minęła piętnasta rocznica śmierci Sługi Bożego Ojca Wojciecha Piwowarczyka.
Dla wielu ludzi był ojcem i przewodnikiem w życiowych drogach, zatem nie dziwi fakt, że trwa w pamięci i modlitwie o rychłą beatyfikację. W Piekoszowie na każdym turnusie uczestnicy mają okazję poznawać, lub przypominać sobie jego osobę, szczególnie dzięki opowiadaniom Księdza Jana Jagiełki oraz Pani Izabeli Borowskiej.
Z okazji rocznicy śmierci Ojca gościliśmy reporterów Telewizji Polskiej, którzy przygotowali materiał do magazynu "Informacje" w TVP3 Kielce.. Ci, którzy oglądali ten program o godz. 18.00, lub 21.45 tego samego wieczoru, mogli się przekonać o zasługach Ojca z wypowiedzi Księdza Dyrektora Caritas Diecezji Kieleckiej Stanisława Słowika, Pań Izabeli Borowskiej, Zofii Wojtyny oraz ks. Dariusza Gącika.
"Pamietamy w modlitwach o Ojcu Wojciechu
i nawiedzamy miejsce, gdzie jest pochowany."
Notka biograficzna
Pani Izabeli Borowskiej (1912-2007)
Izabela urodziła się 24 listopada 1912 roku w Libawie - bałtyckim porcie na terenie dzisiejszej Łotwy, w patriotycznej rodzinie Marii i Michała Borowskich. Ojciec był kondadmirałem marynarki wojennej, zatem dzieciństwo spędziła w różnych miejscach basenu Morza Bałtyckiego. Jako półtoraroczna dziewczynka cudownie uratowana z płonącego statku w Helsinkach uczyła się m.in. w Gdańsku, zatem język niemiecki opanowała biegle i posługiwała się nim do końca życia. Podobnie było z językiem francuskim, który opanowała dzięki mamie - rodowitej Francuzce.
"Swoim miastem" nazywała Wilno, gdzie studiowała na Akademii Sztuk Pięknych i gdyby nie wybuch drugiej wojny światowej 30 września 1939 r. zostałaby szczęśliwą żoną Andrzeja Szamoty - porucznika 13 Pułku Ułanów Wileńskich. Niestety 24 wrześnie 1939r. narzeczony zginą na polu chwały w bitwie pod Suchowolą. Po wielu latach Izabela otrzymała po nim przestrzeloną papierośnicę, (która jako wotum wisi w gablocie w kościele Trójcy Świętej w Kielcach) i kilka drobiazgów. Posag ślubny przeznaczyła na cele armii polskiej w działaniach wojennych drugiej wojny światowej 1939-45.
Po tułaczce wojennej w Warszawie, podczas powstania warszawskiego udało się jej ocaleć i wraz z matką przedostała się w okolice Kielc. Po wojnie, jako artysta plastyk pracowicie dbała o piękno wnętrz wielu kościołów i kaplic. Wiele lat była członkiem Komisji Artystycznej przy Kurii Diecezjalnej w Kielcach. Pierwszym kościołem, dla którego zaprojektowała i namalowała, do dziś widoczne, medaliony z różnymi wizerunkami Matki Bożej na sklepieniu jest Sanktuarium Matki Bożej Miłosierdzia w Piekoszowie.
Gdy zmarł jej jedyny brat Edward w 1987 roku, zostawił w testamencie spadek we frankach szwajcarskich. Te właśnie środki finansowe przekazała na budowę Domu dla Niepełnosprawnych w Piekoszowie. Wiele czasu, sił i serca poświęciła, aby pomagać w najróżniejszych pracach począwszy od formalności związanych z pozwoleniem na budowę itp., aż do sadzenia roślin, czy wyposażania wnętrz pierwszego budynku.
Ostatnie półtora roku swego życia spędziła w małym domku, znajdującym się tuż przy bramie wjazdowej Domu dla Niepełnosprawnych w Piekoszowie.
Zmarła 14 października 2007r.
SKRÓCONY BREWIARZ
- jak przeżywać słabość, cierpienie trudności -
migawki z ostatnich dni życia Pani Izabeli Borowskiej
Od kwietnia 2006 r. mieszkałam pod jednym dachem z niezwykłym człowiekiem - Panią Izabelą Borowską. To z pewnością dar łaski Bożej być tak blisko kogoś, kogo dobroć i szlachetność naśladować - to sztuka. Pozostanie dla mnie niedościgłym wzorem pogodnego dystansu i spojrzenia na życie, ludzi, codzienność, a nawet własną słabość i cierpienie. Na usprawiedliwienie różnych niedogodności często powtarzała "wszystkiemu winna data urodzenia" - faktycznie zabrakło jednego miesiąca i dziesięciu dni do dziewięćdziesiątych piątych urodzin. Żyła wśród nas jak złoty promyk pełna słonecznej radości w sercu. Na łóżku szpitalnym, w czwartek na trzy dni przed śmiercią. dziękowała Panu Bogu za to, że miała w życiu "
szczęście do wielu radości i dobrych ludzi ". Miała wiele humorystycznych powiedzonek i taką umiejętność żartowania z siebie i obracania z żart różnych sytuacji. Rzeczywiście była niedoścignionym wzorem pogody ducha i szacunku dla ludzi, bardzo szlachetna i troskliwa raczej o innych niż o siebie. Dowodami jej pokory ducha były niezliczone sytuacje, gdy marszczyła się i nie pozwalała, by zauważano ją i w szczególny sposób traktowano, czy wysuwano na pierwszy plan. Wolała swoje ulubione do końca zajęcia - malowanie Matki Bożej Ostrobramskiej, pielęgnowanie kwiatów, drobne czynności techniczne, ułatwiające życie (choćby podwyższenie stolika dla Zosi).
W kampanii wrześniowej straciła narzeczonego na kilka dni przed ślubem, zaś w grudniu 1939 r. ukochanego ojca. Nic zatem dziwnego, że całe serce oddała Chrystusowi Królowi i ludziom, których jej powierzył. Tysiące razy powtarzała codziennie ,przedwojenną modlitwę do Chrystusa Króla "
rozporządzaj mną jako własnością swoją
" i pewnie dlatego mogliśmy się przekonać jak była niezmiennie pogodna i szlachetnie wyrozumiała wobec bliźnich.
23 września 2007 r. modliliśmy się razem w kościele seminaryjnym Świętej Trójcy w Kielcach w intencji poległego ułana porucznika Andrzeja Szamoty - narzeczonego Pani Izy. Uroczystość zorganizowali członkowie Kieleckiego Ochotniczego Szwadronu Kawalerii im 13 Pułku Ułanów Wileńskich. Przygotowali z tej okazji mała gablotę z portretem i pamiątkami po poległym (m.in. srebrną papierośnicą, przestrzelona śmiercionośną kulą, którą po wojnie oddano Pani Izie, by wykonać ostatnią wolę zmarłego). Oni też pełnili wartę honorową w czasie liturgii, aby miała odświętny charakter. Po zakończonej Eucharystii ofiarowano narzeczonej urnę z garstka ziemi z grobu na cmentarzu w Suchowoli na Lubelszczyźnie, gdzie spoczywa porucznik Andrzej Prawdzic Szamota. Wziąwszy do rąk ten dar ucałowała serdecznie. Kto wie, być może ze stratą dla Ojczyzny ukochanej osoy i tradycjami rodzinnymi wiązał swe korzenie ogromny patriotyzm i zatroskanie o losy Polski. Do ostatnich dni nie zaniedbywała szukać informacji co dzieje się w polityce i bardzo martwiły ją nieporozumienia i afery w rządzie oraz przedwczesne wybory w październiku 2007.
Ciekawa młodzieńczo bardzo chciała zobaczyć wnętrze nowej części Domu dla Niepełnosprawnych, ae jak wyznała siły "przeszkadza data urodzenia" - czyli nie miała sił do chodzenia, ledwie wystarczały na wyprawę raz dziennie na Eucharystię. Ta moja propozycja z niedzieli 7 października nie została zrealizowana. We wtorek 9 października wybrała się do Kielc do dentysty i na drobne zakupy. Nad ranem w środę atak duszności dokuczył jej solidnie a kiedy powtórzył się - w czwartek rankiem musiała udać się do szpitala. Kiedy w piątkowe, deszczowe popołudnie zobaczyła okulary, o które prosiła - spojrzała na krzyż na ścianie naprzeciw jej łóżka i powiedziała - "a tu mam taki skrócony brewiarz". Pomyślałam sobie wzruszona - to żołnierz, czy harcerz obowiązkowy, który nie może wziąć do ręki modlitewnika i wykonać czynności, w której tyle lat z miłością oddawała serce Bogu. Bardzo świadomie odchodziła do domu Ojca. W ostatnich miesiącach wspominała raz po raz, że ma coraz mniej sił i widzi dzień, gdy braknie ich do pokonania na własnych nogach odcinka od małego domku do kaplicy Domu dla Niepełnosprawnych na Mszą Świętą. Do ks, Jana Jagiełki skierowała słowa "
pociąg kończy bieg.", kiedy chciał pocieszać, że trochę odpocznie w szpitalu i wróci do Piekoszowa. W sobotnie popołudnie, powiedziała do mnie - " jedź pomieszkać trochę".
A w niedzielę 14 października 2007 r. o 5.45 nad ranem, prosto do nieba jak wszyscy ufamy, uleciała cichutko jej dusza ku wiecznej szczęśliwości przebywania ze Zmartwychwstałym Królem. Pogrzeb odbył się w środę 17 października o 12.00 w kościele garnizonowym w Kielcach. Prosimy o wspólną modlitwę o szczęście oglądanie twarzą w twarz Boga pełnego Miłości Miłosiernej.
Była tak szlachetnym i dobrym człowiekiem, że słów brakuje, żeby opisać skromność i pokorę pracowitych 95 lat życia. Nich sam Chrystus Król nagrodzi Jej serce poświęcone ludziom a nam pomoże choć w ułamku naśladować Ją w codzienności.
|